ARTYKUŁY   polski icon                         HOME :: LINKS                         english icon   ARTICLES

Inne Zasoby

Interesujące Cytatay

Archiwum Głownej Strony
2017, 2015, 2014, 2011



"Sponsorzy"

Studio PlanArt
Mapy, Poligrafia, Web Design w Krakowie
www.planart.com.pl
 


Biokratyczna Utopia - Część 1: Pruscy Grenadierzy

Jak arystokracja podąża za swoim marzeniem genetycznej manipulacji gatunku ludzkiego.

Autor: Jurriaan Maessen, Infowars.com, 14 wrzesień, 2010
(The Biocratic Utopians Part I: Prussian Grenadiers)
Tłumaczenie: Grazingsheep.com, 2010.09 / Language: Polish
 

"Biokracja jest tak stara jak jabłko wiedzy skonsumowane w rajskim ogrodzie i tak nowa jak genetycznie zaprojektowana mysz, opatentowana przez Uniwersytet Harwardzki."

David N. Leff` (Główny Redaktor Biotechnology Newswatch)

  

W serii wykładów na temat eugeniki (ironicznie) zorganizowanej przez Komisję Nauki i Etyki UNESCO, badaczka Gwen Terrenoire wypowiada się szeroko na temat praktyk i filozofii eugeniki we Francji przed rokiem 1945. W trakcie wykładów Terrenoire wspomina pragnienie wielu eugeników by stworzyć naukową dyktaturę potrzebną aby w uporządkowany sposób wprowadzić system eugeniki. Cytuje jednego z głównych eugeników, Alexisa Carrela:

Charles Darwin"Carrel wyraża jaśniej niż inni eugenicy to marzenie o rządzie kierowanym przez eugenikę, co Muchielli nazywa biokratyczną utopią, gdzie polityka socjalna przeprowadzana jest pod inspiracją naukowej elity, z medycyną ustanowioną ponad innymi dyscyplinami. On wierzył, że jego naukowe podejście umożliwiłoby rozwiązanie socjalnych i moralnych problemów. Z tym celem na uwadze rekomendował nie tylko metody związane z higieną i ochroną dzieciństwa, ale również eliminację, czasami bezpośrednio poprzez eutanazję, a częściej poprzez sterylizację tysięcy osobników uznanych za niebezpiecznych dla przyszłości gatunku ludzkiego i przeszkodę dla sukcesu tak zwanych biologicznie lepszych ludzi."

Charles Darwin napisał, że ludzie, w przeciwieństwie do trzody, nigdy nie byli przymusowo hodowani w celu uzyskania wybranych charakterystyk 'z wyjątkiem dobrze znanego przypadku pruskich grenadierów'

To stwierdzenie ujawnia ambicje biokratów, a konkretnie, by stworzyć "nadrzędną" klasę ludzi. Z jednej strony poprzez selektywną hodowlę nowych ludzi, przeznaczonych by być w przyszłości klasą niewolników, a z drugiej strony dokonując eksterminacji "gorszych", uznanych za przeszkodę w uzyskaniu ich celu. Pierwszymi, którzy władali tym obosiecznym mieczem, jak można się było spodziwać, byli arystokraci. Monarchowie to nazwa, a eugenika to ich gra.

Arystokratyczne Początki

Koncept rozrodu ludzi dla niecnych celów jest daleki od oryginalności. Ludzie przemyśliwali nad tą ideą od wielu wieków. Monarchowie w dziejach historii studiowali skórę i teksturę tego stworzenia, zwanego eugeniką, szturchając jego ciało widłami i ostatecznie przebijając je, ujawniając czarną ciecz spływającą z jego łusek. Kwestionowalna sztuka hodowli ludzi była kultywowana do skrajności przez różne rodziny królewskie (głównie) niemieckiego pochodzenia, jątrząc się nad europejskim kontynentem. Fanatycznie żeniąc sie między sobą mieli do dyspozycji niepokojąco ograniczoną pulę genetyczną - z różnymi wstrętnymi efektami ubocznymi, które z tego wynikają (pewna złośliwość w ich zachowaniu - w połączeniu z pewnymi odrzucającymi fizjologicznymi cechami w ich wyglądzie zewnętrznym). Produkty wieków krzyżowania się jedynie ze sobą, krzyżowanie ze sobą ich biednych zwierząt stało się specjalnością monarchów, dopóki nie zostały zdegradowane do ohydnych, zezowatych perwersji ich oryginalnych wersji.

Ponieważ niebieskokrwiści uważali ich poddanych za niewiele więcej niż zwierzęta, było nieuniknionym krokiem aby rozszerzyć ich eksperymentacje na gatunek ludzki. Będąc już preferowanym hobby europejskich monarchów elita udoskonaliła ich wcześniejsze kombinacje do wyższego poziomu efektywności. Eugenika nie była już jakąś dekadencką niedomogą elity. Stała się sprawą polityki do użycia przez rząd dla ich przyjemności w celu ucisku osobnika. Jednak skłonności monarchów by rzeczywiście spróbować wyhodować podrzędną klasę ludzi było w pewnym stopniu nowością kiedy Frederick William I, z domu Hohenzollern, został królem Prusów w 1713 roku.
 

Dziwna historia Pruskich Grenadierów

Charles Darwin napisał, że ludzie, w przeciwieństwie do trzody, nigdy nie byli przymusowo hodowani w celu uzyskania wybranych charakterystyk 'z wyjątkiem dobrze znanego przypadku pruskich grenadierów'. Ku zdumieniu innych arystokratów i wstrząśnięciu poddanych, Król-Żołnierz (przydomek Fredericka) zaczął zbierać olbrzymich ludzi, jak ktoś inny mógłby kolekcjonować rzadkie znaczki pocztowe. Wysyłał swoich agentów na całe Prusy w poszukiwaniu - i często by porywać - ludzi cierpiących na gigantyzm. W dążeniu do stworzenia swojej osobistej elity żołnierzy gigantów, król nakazał swoim poddanym natychmiast dać znać straży kiedykolwiek zobaczylliby w pobliżu nadzwyczaj wysokich mężczyzn. Również jasno dał znać swoim politycznym sprzymierzeńcom, że mogą sobie zatrzymać swoje podarki w postaci złota, jeśli tylko przyślą mu od czasu do czasu świeżych olbrzymów by uzupełniać jego inwentarz. To dziwne i złowieszcze życzenie przesączyło się do każdego segmentu pruskiego społeczeństwa. Pruscy nauczyciele pragnąc udobruchać króla o chorobliwych tendencjach mieli otwarte oczy w poszukiwaniu wysokich dzieci i szybko przekazywali je królowi jeśli tylko mieli okazję. Noworodki, po których oczekiwano, że bedą niezwykle wysokie, były znaczone jaskrawo czerwonymi chustami w celu identyfikacji.

Jeśli ktoś urodzony w pruskiej sferze wpływów miał pecha, mając ponad 2 metry wzrostu (co w tym czasie nie było wielkim wyjątkiem) wcześniej czy później zostawał zauważony i dodany do gabloty prywatnej kolekcji króla. Ostrożni rodzice, znając ekscentryczne zamiłowania króla, tworzyli improwizowane schroniska dla ich dzieci by je ukryć przed czujnymi oczami skałtów Fredericka, którzy gorączkowo przemierzali kraj w poszukiwaniu okazów mających zaspokoić jego ponure hobby. Jeśli potencjalny egzemplarz do kolekcji zdarzył się pochodzic z bogatszej rodziny (lub był nawet arystokratą) nie szczędzono wydatków by go nabyć - ponieważ król miał zarezerwowane wielkie sumy pieniędzy na zakup olbrzymów. Jeśli jakiś nieszczęśliwiec miał mizerne środki lub pochodzenie, zachowanie pruskich agentów było dużo inne. W takim przypadku mieli oni carte blanch aby po prostu porwać osobę, którą byli zainteresowani, przywieźć ją do pruskiego króla, aby sam mógł przeprowadzić inspekcję, ostęplować królewską pieczęcią, a następnie uczynić z niego niewolnika. Zdarzało się czasem, że ofiary nie przeżywały podróży do pruskiego tronu w rękach nadgorliwych agentów. To zawsze rozwścieczało niecierpliwego króla, a taki agent dostawał szybką reprymendę za swoje zaniedbanie (na ogół po nieszczęśliwej stronie karabinu). Pomijając pewne niedomogi i wypadki, jego kolekcja ciągle rosła. W niedługim czasie mógł się regularnie chwalić swoim strasznym 'legionem', kiedy jakiś zaprzyjaźniony tyran przybywał z wizytą. Ale Frederick nie był usatysfakcjonowany samym kolekcjonowaniem olbrzymów by zaimponować sąsiednim monarchom. Podniósł cały ten projekt do następnego poziomu.
 

Krzyżowanie Olbrzymów

Zgodnie z autorem piszącym dla Washington Monthly, David Wallace-Wells, 'obsesja króla Fredericka to było coś więcej niż dziecięca zabawa w eugenikę'. Doprawdy, to było coś więcej. Frederick nie był człowiekiem oddającym się zabawnym projektom na weekendy, czy innym próżnym przyjemnościom. Był królem Prus, a to oznacza absolutną dokładność na każdym poziomie. Z ambicją, która by zawstydziła Marie Stopes, zgromadził z całej Europy najbardziej imponujące 'próbki' i wybrał każdą z nich osobiście zanim wysłał je do swoich podziemnych komnat eksperymentacyjnych. Najbardziej znanym z tych eksperymentów było rozciąganie jego grenadierów na specjalnie skonstuowanym przyżądzie w usiłowaniu uczynienia ich jeszcze wyższymi. Frederick czasem sam doglądał tych sesji rozkoszując się równocześnie obiadem. Jakkolwiek absurdalna i okrutna była ta metoda, ujawniła niegasnącą ambicję króla dla tego co nieludzkie. Jeden z pierwszych, którzy zapuścili się w świat metodycznej eugeniki, król Frederick napotkał te same trudności jak jego odpowiedniki w naszych czasach. Kiedy stało się oczywistym, że wynikiem jego metody była śmierć gigantów, zamiast uzyskania choćby centymetra wzrostu, zaprzestał tej praktyki, aby nie pozbyć się swoich olbrzymów. Ale zaprzestanie praktyki rozciągania nie mogło powstrzymać wymierania olbrzymów w alarmujących liczbach, ponieważ wielu z nich poszukiwało ucieczki w samobójstwie. Jak tylko niemiecka niebieska krew mogła to wymyślić, król zmusił swoją szybko się kurczącą kolekcję do płodzenia dzieci z równie wysokimi kobietami aby zbudować przyszłą armię olbrzymów, która byłaby zazdrością wyższych klas Europy. W tym momencie istotnie usiłował wyhodować 'nowego człowieka', a wiadomym jest, że pod koniec XVIII w. miasto Poczdam - siedlisko Hohenzollernów - było znane z niezwykle wysokich ludzi jako rezultat poczynań króla. Smutna jest ta opowieść o poczdamskich olbrzymach. Padli ofiarą krwiożerczego apetytu elity i nieświadomie stali się jedną z pierwszych ofiar poświęconych na ołtarzu eugeniki.
 

Zielona Maskarada

Aby wzmocnić swoją pozycję w społeczeństwie dwudziestego wieku współczesni eugenicy śledzą swoją linię wstecz do starożytnej genealogii, datującej aż do dni Platona. Kiedy ustanowili się jako 'usankcjonowana' odnoga stosowanej nauki, eugenika zdjęła rekawice i ukazała swoje prawdziwe oblicze. Przymusowa sterylizacja i brutalne eksperymenty były codziennością w latach poprzedzających Drugą Wojnę Światową. Te operacje były narzucane przez wszystkie główne siły, z Anglią i Niemcami w czołówce. Kiedy Naziści zostali wyparci przez rosnące fronty na wschodzie i zachodzie, obaj najeżdżający sprzymierzeńcy obarczyli całkowicie pokonanego złoczyńcę swoimi eugenicznymi grzechami (oczywiście wielu z demonów SS zostało pojmanych jedynie po to by ich rozpieszczać gdzieś w Południowej Ameryce lub w USA). Rok 1945 oznaczał koniec starych Niemiec, ale niekoniecznie Nazistów, którym podarowano ich własne place zabaw w super tajnych ośrodkach po drugiej stronie Atlantyku.

Po wojnie makabryczna twarz eugeniki ubrała się w wielką maskę oszustwa. Na zewnątrz zapierając się swoich nieprzystojnych manifestacji, nowy szef (taki sam jak stary szef) wyszczerzył się na chwilę a następnie wydał swój niesławny okrzyk, który z czasem obrócił się w wytartą mantrę: 'musimy ochronić planetę od nas samych' i 'człowiek jest wrogiem'. To zawołanie rozbrzmiewa w naszych czasach, gdzie szczodrze fundowane 'naukowe' organizacje nie opuszczają żadnej sposobności by nam wyprać mózgi 'ekologią' i 'środowiskiem naturalnym': genialnie oszukańcza fraza pokrywająca szeroki zakres zbrodni; od polityki jednego dziecka, do fundowanych przez rządy aborcji i tzw. 'planowania rodziny'. Jakkolwiek 'zielona' może się ta przykrywka wydawać, wystarczy postudiować historię, by odkryć jej prawdziwe oblicze...

----

Tłumaczenie drugiej części